ACTA2, czyli kłamstwa i cenzura

26 marca 2019 stało się coś bardzo niefajnego, gdyż Parlament Europejski poparł projekt dyrektywy określanej potocznie, jako ACTA2. Efektem będzie cenzura w internecie, choć na razie ograniczona do praw autorskich.

Miałem nadzieję, że tematy polityczne uda się odwlec w czasie, choć niekiedy po prostu nie da się ich przemilczeć. Byłem przekonany, że Panoptikum.Media wystartuje trochę inaczej i inne wpisy pojawią się na samym początku. Publicystyka miała powoli dojrzewać a nie uderzyć w jednym z pierwszych artykułów. Niestety był to wyraz naiwności i płonnej nadziei, że europarlamentarzyści nie odważą się napluć w twarz swoim obywatelom. Odważyli się.

Napluli w twarz mnie, jako autorowi nowo powstałej strony internetowej. Napluli w twarz Tobie, szanowna Czytelniczko i Tobie szacowny Czytelniku. Co gorsze teraz się uśmiechają, mówią o dobrym i wyważonym kompromisie bezczelnie wmawiając nam, że to nie plwociny a tylko deszcz pada.

Czym jest ACTA 2?

Na początek warto by było wyjaśnić o co w tym wszystkim chodzi, oraz nadać temu wpisowi rys historyczny. Potraktuję to skrótowo, gdyż w sieci jest sporo kompetentnych opracowań o tym. Zgłębiając temat warto jest zabawić się w detektywa i zadać trzy pytania. Kto? Jak? Dlaczego? Na pytanie „Jak?” odpowiada ACTA 2.

Warto przypomnieć sobie, czym miała być ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement) odrzucona 4 lipca 2012 r. przez Parlament Europejski. Niejawne prace nad umową to był znak ostrzegawczy. Oczywiście zapewniano nas, że wszystko jest w porządku, choć odmiennego zdania był na przykład Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych, który 23 stycznia 2012 oficjalnie zarekomendował niepodpisywanie traktatu, uznając ACTA za niebezpieczne dla praw i wolności określonych w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

Sama umowa promowała pomysły na naruszenia prywatności, środki zapobiegawcze przy samym domniemaniu popełnienia przestępstwa, faktyczne cenzurowanie prewencyjne internetu. Sporo tego było. W sumie tylko masowe protesty (w tym ataki DDoS na strony rządowe) wymusiły na politykach odrzucenie tego tworu prawnego.

Dyrektywa w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym, procedura 2016/0280(COD) jest potocznie określana, jako ACTA 2, lecz jest to coś innego. Jest to twór prawdopodobnie jeszcze gorszy od oryginalnej umowy ACTA. Pomimo niewinnej nazwy i zachwytów unijnych biurokratów ta dyrektywa niszczy dotychczasową koncepcję internetu. Dlaczego?

Głównym problemem wprowadzonej dyrektywy są dwa zapisy. Numery tych zapisów uległy zmianie, lecz ze względu na lepszą rozpoznawalność będę używał wcześniejszej numeracji. Zmiana jest następująca: Artykuł 11 to teraz 15 . Artykuł 13 to teraz 17.

Pierwszy to Artykuł 11 (15) określany umownie, jako „podatek od linków”. Teoretycznie ma to uderzyć w Google (nie jestem fanem tej firmy, ale to inna bajka), lecz uderzy we wszystkich. Chodzi o uiszczanie opłaty za publikowanie części, lub całości materiałów objętych prawami autorskimi. Części, czyli nawet nagłówka, lub samego tytułu! W praktyce oznacza to, że gdybym chciał w tym tekście umieścić fragment innego, cudzego artykułu wraz z linkiem do źródła (czyli całości cytowanego tekstu) to muszę zapłacić wydawcy. Płacić za prawo do cytatu? Możliwości wykorzystania tego przepisu w celu drenowania płytkiej kieszeni skromnego blogera jest ogrom. Ja mam płacić a wydawcy, organizacje założone przez korporacje, stowarzyszenia ochrony praw autorskich i pokoju na świecie wraz z urzędnikami różnych szczebli bardzo się ucieszą.

To działa również w drugą stronę, ktoś może w swoim tekście zrezygnować z zacytowania i linkowania tej witryny w obawie przed opłatami, czyli stracę potencjalnych czytelników a przecież na promocję i reklamę mnie nie stać. W ten sposób małe strony internetowe, czy nieznani artyści stracą szansę na promocję w internecie i to jedną z lepszych form promocji.

Drugi zapis, czyli Artykuł 13 (15) mówi o tym, że to platforma internetowa odpowiada za treści publikowane przez użytkowników. Teraz bloger (czy też właściciel forum, portalu itp) nie będzie już pośrednikiem pomiędzy Tobą a czytelnikami, gdy zechcesz opublikować komentarz pod tym wpisem. Teraz to ja, jako autor strony, odpowiadam prawnie za to, czy opublikowana przez Ciebie treść nie narusza praw autorskich. Dotychczas istniał obowiązek, aby usuwać treści łamiące prawa autorskie po wiarygodnym zgłoszeniu faktu łamania prawa. Teraz to wydawca odpowiada za to. W skrócie: strony wprowadzą cenzurę prewencyjną, lub zupełnie zrezygnują z udostępniania możliwości dokonywania wpisów przez użytkowników aby zabezpieczyć się przed pozwami.

W praktyce ACTA 2 wprowadza bardzo istotne zmiany w europejskim internecie. Strony internetowe przestaną być „interaktywne”, lub będą „na wszelki wypadek” usuwały dużo legalnych treści, aby przez przypadek nie przepuścić czegoś nielegalnego. Tylko dlatego, że ręczna analiza wpisów jest na dużych portalach niemożliwa a automatyczna niedoskonała. Na dodatek treści w internecie staną się ubogie w cytaty i odnośniki do różnych źródeł, gdyż autorzy będą się obawiali narzucenia na nich opłat. Fajnie?

Kłamstwa i cenzura

Politycy kłamią (wyrażam subiektywną opinię, że wielu polityków mogło się świadomie, lub nie, minąć z prawdą) w kwestii tzw ACTA2. Po pierwsze, pomimo słodkich słówek, działają na korzyść dużych wydawców i różnej maści organizacji a robią to kosztem obywateli, czyli swoich wyborców. Po drugie politycy twierdzą, że ta dyrektywa nas nie dotyczy (nas, czyli internautów, twórców i czytelników).

Nas nie dotyczy? A autocenzura portali uderzająca prewencyjnie w publikujących? Co z portalami typu Wykop, które cytują różne treści w internecie i linkują do ich źródeł? A te wszystkie fora internetowe, których administracja nie jest w stanie ogarnąć legalności wszystkich wpisów, jakie publikują czytelnicy? To wszystko spowoduje cenzurę internetu! Część stron ograniczy swoją działalność a inne mogą po prostu zniknąć. Kiedyś prowadziłem fora internetowe, ale teraz bym się tego nie podjął w obawie, że przeoczę jakiś wpis i w efekcie dostanę pozew sądowy za naruszenie praw autorskich.

Dnia 26 marca 2019 stało się coś bardzo złego dla nas wszystkich, gdyż internet jest naszym wspólnym dobrem. Przy okazji Unia Europejska przypomniała, że nie istnieje dla obywateli państw członkowskich, tylko dla wielkiego i wpływowego biznesu.

Co dalej?

Myślę, że pytanie o przyszłość jest uzasadnione i to nie tylko w kontekście ACTA 2. To temat zasługujący na osobny tekst, więc tutaj umieszczę tylko kilka swoich obserwacji. Internet ulega ciągłym przemianom, jak żywy organizm. Sieć już dawno temu straciła swoje dziewictwo, politycy i biznesmeni dobrali się jej do dupy a spodobało się to tak bardzo, że ponawiają swój proceder.

Teraz w majestacie prawa i oparach absurdu wprowadzono cenzurę, której beneficjentami są duże i bogate podmioty. Nie wierzcie w to, że zyskają na tym drobni twórcy, muzycy, blogerzy czy poeci. Oni stracą szansę na promocję, na szczere polecanie ich poprzez różne strony internetowe. Zyskają na tym wydawcy i utworzone przez nich organizacje służące do obrony ich własnych interesów.

Internet będzie istniał, ale zmienia się w kierunku bycia medium korporacyjnym a nie wszystkich ludzi. Zatraca swoje pierwotne zalety. Kiedyś przedstawiać opinie, promować zespoły muzyczne, prezentować sztukę, czy też tworzyć publicystykę mogli tylko duzi wydawcy (niekiedy pod nadzorem państwa). Internet przełamał ten monopol, stał się medium dla każdego i choć wypromował sporo głupoty, to jednocześnie pozwolił wypłynąć na szerokie wody wielu nieznanym a interesującym twórcom. Teraz to tracimy, powoli znika oryginalność i wolność wypowiedzi. Do tego prawo wymusza wdrażanie coraz większej ilości mechanizmów służących cenzurze a gdy te mechanizmy już będą, to można je wykorzystać na różne sposoby.

To w sumie tyle z mojej strony. Przez przypadek z krótkiego wpisu zrobiło się ok 10 tysięcy znaków. Tak bywa. Zastrzegam, że nie jestem prawnikiem i jeśli popełniłem we wpisie błędy merytoryczne, to będę wdzięczny za kontakt i sprostowanie.

Linki, czyli sznurki.

Warto przeczytać a skoro jeszcze mogę, to podam linki wraz krótkimi cytatami, aby Cię zachęcić do wejścia na te strony i zapoznania się z całością treści. Tak właśnie to do teraz działało, że mogłem kogoś zacytować i jednocześnie polecić Ci cytowany tekst (już niedługo za taką możliwość zapewne każą mi zapłacić).

Dyrektywa Parlamentu Europejskiego I Rady (UE) w sprawie prawa autorskiego i praw pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym oraz zmiany dyrektyw 96/9/WE i 2001/29/WE
Dokument w pliku .pdf , wersja polskojęzyczna ze strony Parlamentu Europejskiego (www.europarl.europa.eu). Artykuł 15 (wcześniej 11) jest na stronie 116 a artykuł 17 (wcześniej 13) na stronie 120.

Dyrektywa w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym (Wikipedia)
Dyrektywa w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym, procedura 2016/0280(COD) – dyrektywa Unii Europejskiej, której celem jest harmonizacja aspektów prawa autorskiego na jednolitym rynku cyfrowym na terenie Unii Europejskiej.

Parlament Europejski przyjął tzw. ACTA2. Czekają nas prawnoautorskie filtry (Niebezpiecznik)
Dziś (26 marca 2019) Parlament Europejski poparł projekt dyrektywy w sprawie prawa autorskiego na jednolitym rynku cyfrowym. Niektórzy mówią o “przyjęciu ACTA2” i choć nie jest to nazwa bardzo precyzyjna, to jednak oddająca charakter tego na co politycy się zgodzili.

Ostateczny kształt „ACTA 2” już jest. Zostało przegłosować koniec internetu, bo podobno piraciliście piosenki (Spider’s Web)
Unia Europejska w opublikowanej na łamach strony Parlamentu Europejskiego nocie prasowej twierdzi, że usługi takie jak Google News będą mogły sobie dalej funkcjonować. Że internauci dalej będą mogli tworzyć memy i GIF-y. Taki komunikat uspokaja, jednak moim zdaniem uspokaja tylko osoby, które czerpią wiedzę o prawie… z komunikatów prasowych… tych, którym na uchwalaniu takiego prawa zależy.

ACTA 2 przegłosowana! Wielka cenzura Internetu w całej UE staje się faktem (Geekweek.pl)
Wtorek, 26 marca 2019 roku, zapisze się na kartach historii Internetu jako jeden z najgorszych, który totalnie odmienił jego oblicze. Globalna sieć miała być ostoją wielkiej wolności, a teraz stanie się miejscem obrzydliwej cenzury.

Artykuł 11 ACTA 2: jakie konsekwencje niesie dla mediów i internautów? (Sejmlog)
Wbrew pozorom największe znaczenie dla sektora medialnego, a co za tym idzie dla zwykłych „konsumentów” informacji ma artykuł 11. Poniżej postaramy się opisać, o czym traktuje niniejszy zapis. W tym miejscu warto podkreślić jednak, że dyrektywa wyznacza jedynie kierunek zmian, które należy wprowadzić. Oznacza to, że z samych jej zapisów nie wynika, jak szczegółowo będzie wyglądał artykuł 11 i jakie będą jego konsekwencje.

ACTA 2 – mity i fakty w rozmowie z ekspertem (praKreacja.pl)
Słyszałeś o ACTA 2? (…) Pora stawić czoła temu niezrozumieniu, naprostować liczne nieścisłości i odnieść się do powtarzanych często bez większego namysłu haseł typu podatek od linków, koniec wolnego Internetu, cenzura, wojna z piractwem, stop okradaniu twórców.

Podziel się tą treścią ze znajomymi!

About Poszum

Autor Panoptikum.Media. Niepoprawny pesymista, człowiek wielu zainteresowań, koncentrat frustracji. Znany z tego, że jest nieznany.

View all posts by Poszum →

2 Comments on “ACTA2, czyli kłamstwa i cenzura”

  1. Niestety, ale cenzurują nam internet. Korpo i politycy chcą aby media były, jak kiedyś: oni nadają a my słuchamy. Ja bym chciała wolności a nie kontroli.

    1. Mam wrażenie, że nie będzie aż tak źle, jak kiedyś. Internet, jako medium, jest trudny do kontroli. Problem w tym, że większość ludzi korzysta tylko z dużych i popularnych stron internetowych. Jeśli coś zostanie ocenzurowane na portalach społecznościowych i dużych witrynach informacyjnych to raczej nie zyska popularności za sprawą małych i niezależnych stron internetowych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *