Italo Disco, czyli przeboje z italicą cz.2

Czytaj_To: Przedstawione poniżej zabiegi są nieodwracalne. Z punktu widzenia prawideł sztuki zastosowane narzędzia (no, może poza palcami) i opis ich użycia mogą zostać uznane jedynie za barbarzyństwo w najczystszej postaci. Dolewaniem oliwy do ognia jest stosowanie przez Autora skrótów myślowych. Zanim zabierzesz się do masakrowania swojej stalówki poszukaj informacji również w innych miejscach i dobrze się zastanów, czy chcesz zaryzykować. Zostałeś ostrzeżony, miłej rozwałki zabawy.

Witaj w drugiej części wpisu poświęconemu mojej walce z szeroką stalówką do kaligrafii. Zmuszenie pióra do pisania tak jak lubię wymagało trochę pracy i wysiłku. Na blogach i forach poświęconych wiecznym piórom udało mi się poznać szczegóły funkcjonowania wiecznych piór i ta wiedza okazała się przydatna. Po kilku godzinach gięcia i szlifowania stalówki moje pióro pisze tak jak powinno.

Wieczne pióro – jak to działa?

W znacznym uproszczeniu wieczne pióro składa się z trzech elementów: zasobnika atramentu, spływaka oraz stalówki. Nad zasobnikiem atramentu nie ma się co rozwodzić – to po prostu zbiornik na inkaust i tyle. Spływak odpowiada za przepływ atramentu pomiędzy zasobnikiem i stalówką. Stalówka pełni dwie funkcje – jej czubek rozprowadza atrament po papierze a szczelina odpowiada za przepływ atramentu pomiędzy spływakiem a czubkiem.

Kapilara – czyli rozmiar ma znaczenie

Powinieneś wiedzieć, że pióra (ale nie tylko one) piszą dzięki zjawiskom kapilarnym.

Kapilara to po prostu rurka lub rowek o bardzo małej szerokości. Jeśli jest wykonana z materiału zwilżanego przez płyn to ten płyn w kapilarę wpłynie nawet wbrew sile ciężkości. Im mniejsza średnica kapilary tym większa „siła ssania”. Tak działają papierowe ręczniki – papier składa się z wielu drobnych kanalików, które bardzo dobrze „wsysają” wodę i sporo innych płynów (w tym atrament lub tusz dzięki czemu możesz się cieszyć z pisania swoim piórem lub też innym pisadłem wedle gustu).

W wiecznych piórach kapilary występują w spływaku, stalówce oraz papierze.

Spływak – kanalizacja w miniaturze

Spływak jest jednym z najistotniejszych elementów wiecznego pióra. Musi on zapewnić odpowiedni przepływ atramentu do stalówki, a w tym celu musi jednocześnie kontrolować dopływ powietrza do zasobnika z atramentem. Przy okazji dobrze aby atrament wypchnięty z zasobnika w wyniku np. wstrząsu czy zmian ciśnienia i temperatury nie wydostał się na zewnątrz w postaci efektownego kleksa (jak ma to miejsce w osławionych piórach HERB 33x).

Aby to osiągnąć spływak przypomina sieć kanalizacyjną. Z zasobnika do stalówki biegnie kapilara zasilająca w postaci wąskiego rowka (lub kilku, jeśli potrzeba większego przepływu atramentu). Obok kapilary zasilającej znajduje się kanał powietrzny wchodzący do zasobnika atramentu. Stosunek rozmiarów kapilary zasilającej oraz kanału powietrznego decyduje o przepływie atramentu.

Spływak posiada na ogół również kolektor – są to te śmieszne żeberka pod stalówką (chociaż tak naprawdę te, które widać pod stalówką pełnią raczej funkcję ozdobną). One również działają wykorzystując zjawiska kapilarne. Trafia do nich nadmiar atramentu wypchniętego z zasobnika np wstrząsem. Ponieważ są one szersze od głównej kapilary ta wysysa z nich atrament kiedy tylko sama się opróżni.

Spływaka nie ruszałem – raz, że w moim piórze stalówkę mogłem wysunąć dwoma palcami w przeciwieństwie do mocno osadzonego spływaka, dwa, że zmiany w spływaku byłyby nieodwracalne.
Od razu przestrzegam przed próbami poszerzania kanału w spływakach z termoplastu (czyli w większości współczesnych piór) – aby poprawić zwilżalność są one poddawane obróbce chemicznej i zmiany w kluczowym obszarze kapilary zasilającej mogą pogorszyć przepływ.

Stalówka – nie taki prosty kawałek metalu

Stalówka odpowiada za przepływ atramentu od spływaka do czubka i za jego rozprowadzenie po papierze.

Za przepływ odpowiada kapilara w postaci szczeliny. W dobrych stalówkach szczelina zwęża się w kierunku czubka – ale nie może się zamykać. W przypadku mojej stalówki brzegi szczeliny przy czubku stykały się ze sobą. Aby rozwiać wątpliwości o co chodzi popatrz na poniższy rysunek.

Kształt szczeliny w stalówce. U mnie szczelina się zamykała jak w przykładzie „źle”.

W internecie można znaleźć różne sposoby na poszerzenie szczeliny. Ponieważ rzeczona stalówka to płaska „italica” z czubkiem o szerokości ponad 2 mm próba rozgięcia skrzydełek na boki za pomocą żyletki nie zdała egzaminu. Próba przeszlifowania szczeliny również się nie udała ponieważ papier ścierny był za gruby i nie mieścił się w szczelinie.

Musiałem zastosować starą i sprawdzoną metodę „siła razy gwałt”. Geometria stalówki jest taka, że pod wpływem nacisku skrzydełka rozchodzą się na boki. Jednocześnie stalówka wykonana jest z dość „miękkiej” stali, więc dała się łatwo wygiąć. Cała zabawa polegała na tym, aby podgiąć jedynie czubek stalówki, gdzie szczelina się zamykała. Ja wykorzystałem siłę palców oraz deskę do krojenia. Wygięcie całej stalówki spowodowałoby powstanie szczeliny pomiędzy końcem kapilary spływaka a stalówką co mogłoby powstrzymać przepływ atramentu ze spływaka do stalówki. Popatrz na poniższy rysunek.

Wygięcie stalówki. Zwróć uwagę na kontakt końca kapilary i stalówki.

Ok, udało się podgiąć stalówkę, dzięki czemu uzyskałem odpowiedni przepływ atramentu. Zła wiadomość jest taka, że przy okazji wzajemne ustawienie skrzydełek szlag trafił. Na poniższym rysunku zobaczysz jak powinna wyglądać dobra stalówka i jak wygląda kiepska.

Widok krawędzi stalówki. Najważniejsze, aby płaska była część mająca kontakt z papierem.

Zgrubnego ustawienia skrzydełek udało mi się dokonać poprzez doginanie jednej strony stalówki tak, aby były one mniej więcej równo. Ostatecznego wyrównania dokonałem poprzez szlifowanie stalówki na papierze ściernym (użyłem gradacji 600) położonym przy krawędzi deski do krojenia co mi dało niezłą płaszczyznę roboczą. Kiedy byłem już zadowolony z efektu wykonałem jeszcze lekkie wygładzenie papierem o gradacji 1200. Osobiście jestem przekonany, że polerowanie czubka stalówki nie jest wskazane – pozostałe po szlifowaniu na drobnym papierze mikrorysy moim zdaniem pomagają rozprowadzić atrament. Jest to tylko teoria, ale oparta o fizyczne podstawy (pamiętasz co to kapilara?). W każdym razie z efektu jestem zadowolony.

Efekty? -Będzie pan zadowolony

Efekty przedstawionych zabiegów są następujące: stalówka jest brzydka, czubek jest bezwstydnie podgięty w górę (efekt wyginania w celu poszerzenia kanału) i posiada nierówną, matową „plamę” powstałą w efekcie szorowania stalówką po papierze ściernym. Najważniejsze jednak, że udało mi się uzyskać zakładany efekt – przepływ atramentu jest zapewniony przy minimalnym nacisku i pod dość ostrym kątem pióra do papieru. Sprawia to, że pióro pisze lekko, tak jak lubię i mogę się skupić na nauce kreślenia linii a nie dociskaniu stalówki do papieru. Wzajemne położenie skrzydełek przy czubku też jest niezłe (chociaż myślę nad jeszcze jedną randką z papierem ściernym) i linie wychodzą w miarę proste, bez poszarpanych krawędzi.

Linki:

Dla mnie przydatne były przede wszystkim dwie strony internetowe – jedna dotycząca ogólnie działania piór wiecznych, druga poświęcona szlifowaniu stalówek:

Wielu ciekawych rzeczy dotyczących funkcjonowania wiecznych piór poznasz ze strony prowadzonej przez inżyniera zawodowo zajmującego się tematem:
https://fountainpendesign.wordpress.com/

Ważnych rzeczy szlifowaniu stalówek dowiesz się w poniższym linku:
http://www.marcuslink.com/pens/aboutpens/ludwig-tan.html

Tekst i grafiki są mojego autorstwa. Możesz je wykorzystać do dowolnej dostępnej bezpłatnie publikacji pod warunkiem podania źródła, tj. adresu tej właśnie strony.

Podziel się tą treścią ze znajomymi!

About ndv

Przedstawiciel współczesnej odmiany gatunku Homo Sapiens Sapiens posiadający wiele zainteresowań (zmiennych w czasie), marzeń (jw.) i zmartwień (jw.); osobnik obdarzony specyficznym poczuciem humoru, które potrafi byc czarniejsze od czarnej dziury.

View all posts by ndv →

4 Comments on “Italo Disco, czyli przeboje z italicą cz.2”

  1. Proszę, nie niszcz sobie stalówek tak grubym papierem ściernym. W sieci są dostępne zestawy micromesh, z kilkoma papierami ściernymi, w nich gradacja zaczyna się od 3600! A najdrobniejszy papier to 12000. Zapewniam cię, że widać różnicę, nawet pod najzwyklejszą lupą. No i koniecznie szlifuj na mokro (pewnie tak właśnie robisz).

    1. To cię zszokuję – przeciągnąłem 600 na sucho i jestem zadowolony.
      Grube ziarno dość szybko zbiera materiał, a mimo to i tak szlifowanie zajęło mi w sumie koło 3 godzin. Z ziarnem drobniejszym niż 3600 pewnie dalej bym siedział i szlifował.
      Możliwe, że gdyby mi się chciało bawić z osełkami o jakichś chorych gradacjach rzędu 8 czy 12 tyś. to bym uzyskał mniejszy opór, ale IMO skórka nie warta wyprawki, tym bardziej, że miękka stalówka bez irydowego czubka dość ładnie się wygładza po kilku – kilkunastu stronach pisania i nie odczuwam „klejenia” stalówki do papieru (które zaraz po szlifowaniu faktycznie występowało).

      Powyższe oczywiście dotyczy przypadku mojego pióra i atramentu – możliwe, że przy innej kombinacji aby uzyskać ostro i gładko piszącą stalówkę konieczne byłoby wykończenie drobnym ziarnem na mokro, ale moim zdaniem zgrubną obróbkę można spokojnie zacząć 600 na sucho. I tak trzeba sprawdzić efekt każdego etapu a możemy w ten sposób zaoszczędzić sobie trochę roboty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *